KULISY SESJI JESIEŃ-ZIMA 2019/20

JAK WYGLĄDAŁA NASZA ALPEJSKA SESJA ZDJĘCIOWA DO NOWEJ KOLEKCJI JESIEŃ/ZIMA 2019/20?

Jak na porządną, sportową markę przystało i w tym roku ruszyliśmy w piękne okoliczności przyrody, żeby jak najlepiej przekazać Wam ducha równie pięknej, nowej kolekcji. Wybór padł na Alpy. Widoki zapierały dech w piersiach, a praca paliła się w rękach, bo pogoda płatała figle. Było zimno i ciepło, wietrznie i gorąco. Zrobiliśmy około 8.000 zdjęć. Wróciliśmy cali, zdrowi i co najważniejsze - nadal się lubimy!

- Ciekawi opowieści?

- No to startujemy!

 

Dlaczego Alpy, a nie Tatry - zapytacie?

Powodem jest ich bezproblemowa dostępność dla ekip filmowych czy fotograficznych. Nie trzeba ponosić żadnych dodatkowych opłat, poza oczywistym zakwaterowaniem czy wyżywieniem. Niestety nasze Tatry są pod tym względem bardziej rygorystyczne. Na stronie Tatrzańskiego Parku Narodowego widnieje cały spis warunków i zasad dotyczących realizacji zdjęć czy materiałów filmowych. Zainteresowanych, odsyłamy.

 

Wybraliśmy zatem alpejską miejscówkę, którą poznaliśmy dokładnie rok temu. Ruch ten pozwolił nam, będąc jeszcze w Polsce, wykonać część pracy przygotowawczej. Zaoszczędziło nam to i czasu i nerwów, już na samej sesji.

 

Z początkiem sierpnia ruszyliśmy6-osobowym składem do Austrii. Ekipa podzieliła się pół na pół pod względem płci i była to jedna, jedyna, naturalna segregacja naszego zespołu. Od samego początku, pomimo różnic wiekowych (od 20+ po 60+) stanowiliśmy świetny, zgrany team. Mówiliśmy sobie na Ty, wspólnie przeżywaliśmy wzloty i upadki, wspieraliśmy się, szanowaliśmy siebie i wykonywaną pracę, a przede wszystkim genialnie spędzaliśmy czas – wesoło, z uśmiechem i wielkim zapałem.

 

Jak rozłożyły się role w Teamie Nessi?

  • Żaneta - kierowniczka wyprawy, kreatywna, stylistka
  • Karolina - social media, wsparcie
  • Daria - modelka
  • Roman Hryciów - fotografia
  • Grzegorz - video
  • Wojciech - kierownik planu, reżyser, tragaż

 

DZIEŃ ZERO

Pierwsze momenty są zawsze dość trudne. Wszystko dzieje się szybko, ale i zabiera dużo czasu. Jest intensywnie i dynamicznie. Trzeba dojechać na miejsce, przepakować bagaże, zakwaterować się. Musieliśmy ogarnąć dużo spraw jednocześnie.

 

Jak wnieśliśmy bagaże na wysokość 2315m n.p.m.?

Na szczęście całą logistykę mieliśmy zaplanowaną i torby prosto z samochodu załadowaliśmy do wagoników, które wwiozły całość na górę. Jedynym stresem była magiczna godzina 16:00, która oznaczała koniec pracy kolejki. Musieliśmy wyrobić się do tego czasu. Panowie pracownicy, którzy mieli już z nami do czynienia rok temu, przygotowali dla nas specjalne wagoniki i bardzo sprawnie przeprowadzili całą akcję załadunku. To nic, że trochę się z nas podśmiewali, ale dzięki temu atmosfera była miła i sympatyczna. Zresztą wszystkie, zgromadzone w kolejce osoby bardzo chętnie nas przepuszczały i były zaciekawione – co my tutaj robimy? Nikt się nie denerwował, a przecież zajęło nam to trochę czasu. Wzbudzaliśmy nie małe zainteresowanie, chociaż i tak twierdzę, że przecież niewiele różniliśmy się od standardowej rodziny z kilkunastoma torbami i gromadką dzieci...

 

Gdy udało nam się zameldować w hotelu, ruszyliśmy na lokalny research. Musieliśmy sprawdzić, czy aby na pewno góry stoją na swoim miejscu. Potwierdziliśmy też, w którym miejscu jutro zaczynamy. Resztę dnia spędziliśmy na luźnej integracji, bo część ekipy widziała się po raz pierwszy. Niezwykle mi zależało, aby każdy czuł się swobodnie, aby nawiązała się sympatyczna nić. W trakcie tak intensywnej, kilkudniowej pracy, jest to niezwykle istotne. Chyba się udało!

Tak dobrnęliśmy do godziny 20:00. Właściwa praca jeszcze się nie zaczęła, a my już zmęczeni i wyczerpani rozeszliśmy się po pokojach. Daliśmy sobie czas na regenerację, bo kolejnego dnia zaczynaliśmy o 06:30.

Plan jest taki: wstajemy, jemy śniadanie i około 07:00 zbiórka i wymarsz. Pierwsza część sesji trwa do około 13:00/14:00, w zależności jak pozwolą nam warunki atmosferyczne. Potem godzinka przerwy, chillout, kawka, odpoczynek w pokoju i druga część pracy do 18:00 z groszami.

 

1 DZIEŃ SESJI – ZDJĘCIA SKLEPOWE

Pierwsze dwa dni, w naszym przypadku, to tzw. zdjęcia sklepowe. Mieliśmy zatem zadanie, aby sfotografować wszystkie produkty, które pojawią się na sklepie. Ponad 140 zestawień dziennie. Możecie sobie zatem wyobrazić, jak wielka orka nas czekała.

 

Jak wyglądają przygotowania setów do sesji?

Za ten element odpowiedzialna jest Żaneta. Zestawienie i przygotowanie każdego setu, tak aby zgrywał się ze sobą i jeszcze komponował w zastanych warunkach - to mistrzostwo świata. Założyliśmy, że dany produkt powinien pojawić się w co najmniej dwóch wariacjach. Bywało, że przewijał się i w 7 setach, w różnej formie. Te, naszym zdaniem najciekawsze, od razu odkładaliśmy do wykorzystania w zdjęciach plenerowych czy filmikach.

Żaneta odrobiła kolosalną pracę domową i w Alpy przywioła cały plik kombinacji. Wieczorami przygotowywała zestawy na dzień następny. Pakowała je w torby, które wnosiliśmy w konkretne miejsca. Tam rozkładała ciuchy na macie. Po kolei dostarczaliśmy je modelce do przebrania. Wszystko szło sprawnie, jedynie już przed aparatem bawiliśmy się dodatkami. Staraliśmy trzymać się rozpiski, choć ciężko w tym wszystkim nie zwariować. Mózg po pewnym czasie przestaje logicznie myśleć i zdarzają się pominięcia. Tak naprawdę dopiero po powrocie, gdy wszystko już obrobimy, będziemy mieli pełny ogląd na sytuację.

 

Jak wybieramy lokalizacje do konkretnych zdjęć?

Jesteśmy przygotowani zdecydowanie wcześniej i mamy ustalony plan działania. Jeszcze przed wyjazdem Żaneta z pomocą Google Earth przegląda i wybiera miejscówki, w które mamy się udać. Część z nich zagrała w zeszłym roku i dlatego znalazła się także na tegorocznej liście. Inne są dla nas niespodzianką.

Przeważnie wybieramy 4-5 lokalizacji, na które musimy trafić danego dnia i tam ustalamy, które sety chcemy ograć. Oczywiście zdarzają się również spontany, za które w głównej mierze jestem odpowiedzialny ja. Jestem za to równie często karcony i doprowadzany do pionu. A tak na serio, lekkie odstępstwa od planu są w porządku, o ile nie zaburzają całego harmonogramu. Mamy określony czas, konkretne warunki i musimy naprawdę trzymać całość w ryzach, aby za bardzo nam się nie rozjechała. Praca w chaosie nie wróży niczego dobrego. Na szczęście zabraliśmy z Polski inspiracje, podpowiedzi póz dla modelki, co znacznie przyspieszyło już pracę na miejscu.

 

2 DZIEŃ SESJI – GANIAMY SIĘ Z CHMURAMI

Fizycznie i psychicznie najlepszy dzień. Zregenerowani, wypoczęci, nastawieni na działanie. Niestety – pogoda krzyżuje nam plany, a chcę zaznaczyć, że to ona gra pierwsze skrzypce na sesjach foto. Światło jest na wagę złota. Odpowiedni kąt padania promieni słonecznych potrafi wyczarować nieziemski klimat i sprawić, że ubrania ożywają. Dosłownie. Polujemy więc ciągle i ciągle na najlepsze ujęcia. Ale, gdy słońca brak... trzeba ratować się inaczej. Nie podajemy się. Ganiamy się z chmurami w obrębie 20-30 metrów, łapiąc plamy światła. Zimny wiatr nie ułatwia zadania.

W tym roku Karolina stała się blendamanem. Wbrew pozorom złapanie zajączka i puszczenie go w odpowiednie miejsce, to nie jest taka łatwa sprawa. Jak na razie Kana doszła do etapu składania blendy i myślę, że w 1-2h opanuje to.

Zaczyna lać i od tej pory musimy kleić między kroplami deszczu. Na szczęście wokół hotelu jest wiele ciekawych miejsc. Znaleźliśmy dziuplę, w której chroniliśmy sprzęt przed zamoknięciem. Daria wchodziła do hotelu na przebiórki i wyskakiwała na szybkie ujęcia. Stworzył się mega specyficzny klimat.

 

Jaka atmosfera panuje na sesji?

Jak na profesjonalistów przystało – wszyscy mamy niezłą zabawę. Rozmawiamy non stop. Dziewczyny między sobą, ja z Romanem i modelką. Grzesiek zawraca wszystkim głowę, bo się nudzi – jego filmiki będziemy kręcić jutro. Mamy krótkofalówki i cały czas robimy sobie jakieś żarciki i docinki. Hasło wyjazdu - “Wojtek na plan!” Jest mega luźna, fajna atmosfera. Na razie nie ma spiny. Inaczej, chyba byśmy powariowali. Muzycza leci w tle, turyści czasem przeszkadzają, ale staramy sie być w dyscypinie. Nie rozbujać za bardzo. Z drugiej strony, gdy ktoś podnosi głos i zaczyna już robić się nerwowo – pacyfikujemy sytuację i przerywamy na chwilę sesje. Dajemy sobie odpocząć.

 

3 DZIEŃ SESJI – PRZECHODZIMY KRYZYS

Kryzys. Zaczynamy zdjęcia plenerowe i kręcenie video. Udaliśmy się do wcześniej wygooglowanych miejsc, co oznaczało zjazd kolejką w dół. Ogólnie mieliśmy cichy dzień. Nikt za bardzo nie chciał z nikim rozmawiać. Każdy był sam ze sobą. Zrobiliśmy jednak masę fajnego materiału. Wczesnym popołudniem zaczęło kropić, ale było spokojnie.

 

4 DZIEŃ SESJI - WYPRAWA

W końcu wyszło słońce. To dobrze, bo w planach mieliśmy wyprawę nad jeziorko. Wszystkie torby załadowaliśmy na plecy i jak szerpowie ruszyliśmy w góry. Wylądowaliśmy jednak w zupełnie innym miejscu – na topiącym się lodowcu! Widoki same odkrywały przed nami obłędne krajobrazy.

Chcę zaznaczyć, że modelka, która musi pięknie prezentować się na zdjęciach, idzie cały czas z nami krok w krok. Podróżuje po niełatwych szlakach, a gdy dotrzemy na miejsce czeka ją przeogromny nakład pracy - setki przebiórek, kontrola mimiki i zachowanie świeżości w wyglądzie, spojrzeniu, energii. Daria jest świetnie przygotowana fizycznie i ...psychicznie.

 

Po sesji chcieliśmy wrócić do hotelu. Pogubiliśmy się jednak trochę i na hardcorze przedostawaliśmy się przez lodowatą, górską rzekę. To była zwariowana akcja, bo woda miała poniżej 0’C. Nogi momentalnie odmarzały. Grzegorz przeprowadzał dziewczyny, potem Romana i sprzęt. Żaneta poradziła sobie sama i poszła na około. Wyczerpani rozeszliśmy się po pokojach, gdzie my i tak musieliśmy przygotować sety na kolejny dzień. Trzeba było też zgrać zdjęcia i przejrzeć co udało się zrobić do tej pory . Padamy.

 

5 DZIEŃ SESJI - VIDEO

W końcu i Grzegorz doczekał się swoich 5 minut. Pogoda w punkt. Wybraliśmy się nad jeziorko lodowe. Atmosfera trochę nerwowa, bo wszyscy już jesteśmy bardzo zmęczeni. Dotarliśmy jednak na miejsce i widoki zrekompensowały nam trudy wędrówki. Między 11:00-13:00, gdy słońce królowało na niebie – my odpoczywaliśmy. Wtedy światło nie układa się najlepiej, więc daliśmy sobie czas na wypoczynek.

Tego dnia zrobiliśmy dronem fenomenalne ujęcia biegowe. Karolina pobawiła się w dublerkę Darii i odważnie zbiegała z naprawdę stromych ścian. Stale konsultowaliśmy się co do ujęć. Pilnowałem, aby wszystko szło zgodnie z harmonogramem. Trzeba było zadbać o wizerunek zdjęć i filmów. Mega fajny, pozytywny dzień. Dużo pięknej pracy. Powrót i wspólna kolacja. Podsumowaliśmy całą sesję. Jutro czekają nas dokrętki, ewentualnie brakujące zdjęcia i jedziemy do domu!

 

6 DZIEŃ OSTATNI DZIEŃ ZDJĘCIOWY

Dzień podsumowujący, w którym sprawdzamy cały materiał, czy aby na pewno niczego nam nie zabrakło. Skupiliśmy się też na fotografowaniu detali – czapki, kominy, opaski. Zawieruszył się nawet kostium kąpielowy i sukienka.

To był czas, aby zadbać także o precyzyjne kręcenie niektórych ujęć. Dogrywaliśmy klatki emocjonalne, jak np. zbliżenia twarzy.

Rano były zdjęcia, a po poludniu dogrywki na film. Pogoda nad dopisała, bo przyszły chmury i zrobiło się mglisto. Zrobił się niesamowity klimat.

 

7 DZIEŃ – DO DOMU

Wyczerpani, ale przeszczęśliwi, że udało nam się zrobić kawał dobrej roboty – spakowaliśmy manatki i ruszyliśmy do domu!

 

 

PODSUMOWANIE

  • Sesja trwała: od 05 do 10.08.2019
  • Miejsce: Alpy
  • Wysokość: 2315m n.p.m.
  • Ekipa: 6 osób
  • Codziennie startowaliśmy o 07:00, kończyliśmy pracę o 18:00
  • Zrobiliśmy: 8 tys. zdjęć
  • Modelka miała: 41 póz
  • Wylaliśmy: trylion kropel potu
  • Sfotografowaliśmy: 500 setów
  • Pogoda każdego dnia inna: deszcz, wiatr, mgła, na lodowcu palące słońce
  • Hasło przewodnie: Wojtek na plan
  • Ilość wypietej kawy - wypiliśmy wszystko
  • Emocje: wyczerpani, ale przeszczęśliwi

 

Add a comments

Fields marked (*) are required