WYWIAD Z MARZENĄ SPYCHAŁĄ

Marzena Spychała jest doskonałym przykładem na to, jak regularna praca popłaca. Jej życie związane było ze sportem od samego początku. To właśnie on pomogł jej w cięższym momencie życia i co się okazało... oddał z nawiązką. Nasza Nessi-koleżanka to Mistrzyni Nordic Walking, która gdy tylko ma okazję zamienia się z zawodniczki - w Panią Sędzinę. Czy jest surowa w swoim fachu? Zapraszamy do lektury.

 

NESSI: Kim jesteś?

MARZENA: Kim jestem? Jestem nauczycielem wychowania fizycznego, trenerem, sędzią i pasjonatką nordic walking, promotorką zdrowego stylu życiu, żoną, matką...i Nessiarą (uśmiech).

NESSI: Czyli jednym słowem sport to Twoje całe życie. Skąd taka pasja do ruchu?

MARZENA: Od dziecka wszędzie było mnie pełno...w szkole podstawowej, po liceum brałam udział w różnych rodzajach sks-ów i reprezentowałam szkołę w wielorakich zawodach: w skoku w dal, w rzucie dyskiem, w pchnięciu kulą, w biegach na różnych dystansach... grałam w piłkę ręczną, nożną i w koszykówkę, pływałam, jeździłam na rowerze i chodziłam po górach... byłam wszechstronna... kocham ruch i dlatego od najmłodszych lat chciałam skończyć AWF i tak realizowałam stopniowo swoje marzenie.

NESSI: A skąd pojawił się w Twoim życiu Nordic Walking?

MARZENA: Przypadkowo... 6 lat temu, kiedy w wyniku likwidacji szkoły, w której przez 20 lat pracowałam jako nauczyciel wychowania fizycznego i wychowawca straciłam pracę. Mój świat zawodowy zawalił się, a ja będąc na bezrobotnym z każdym dniem bezskutecznie szukając pracy popadałam w bezsilność, a nawet depresję... i wtedy właśnie kije wyciągnęły mnie z "dołka". Uciekałam na kijach byle dalej i szybciej, od tej beznadziei... Zaczęłam systematycznie trenować. Potem też nastąpił splot wielu przypadków... na swojej drodze spotkałam życzliwych, pomocnych ludzi... a to już przeznaczenie... Pierwsze miejscowe zawody, jest pudło... i tak następne... aż po dzień dzisiejszy udaje mi się na tym pudle utrzymać... satysfakcja jest ogromna.

NESSI: Pięknie. Nic nie dzieje się bez przyczyny. Czy po takim doświadczeniu możesz powiedzieć, że sport pomaga w poradzeniu sobie z ciężkimi emocjami? Jest raczej ucieczką czy właśnie pozwala na znalezienie w sobie siły do walki?

MARZENA: Sport, to lekarstwo na wiele przypadłości... w moim przypadku najpierw był ucieczką z pustego domu i przed destrukcyjnymi myślami, a potem, z czasem, dał mi siłę do walki i pozwolił uwierzyć w siebie.

NESSI: Czym zaskoczył Cię świat NW do którego wkroczyłaś?

MARZENA: Świat NW zaskoczył mnie pod wieloma względami. Po pierwsze nie myślałam, że uprawia ten sport, aż tak wielu pasjonatów. Po drugie ludzie, których poznawałam na zawodach są otwarci, uśmiechnięci, życzliwi, pełni energii... czy mają 20, czy ponad 70 lat, każdy z nich walczy ze sobą, ze swoimi słabościami na tyle na ile potrafi. Po trzecie atmosfera każdych zawodów jest jedyna w swoim rodzaju... endorfiny, pogaduchy, uściski, przyjacielskie gesty... Mimo rywalizacji na trasie, jesteśmy do siebie przyjacielsko nastawieni. To wszystko razem wziętę plus walkerzy tworzymy jedną wielką rodzinę pasjonatów nordic walking i to daje siłę.

NESSI: A czy takich emocji nie da się zaznać przy okazji uprawiania innych sportów, biegania na przykład?

MARZENA: Myślę, że wśród sportowców w każdej dyscyplinie sportowej jest wiele pozytywnych emocji, bo to jest właśnie piękno sportu. A wśród walkerów ta atmosfera wydaje mi się wyjątkowa. Może nie jestem tu obiektywna, bo między innymi dzięki nordikowcom jestem silniejsza, pewna siebie i po każdych zawodach wracam dowartościowana.

NESSI: Mówisz, ze zaczęłaś stawać na podium. Przepraszam za bezpośredniość i otwartość pytania (uśmiech) - Naprawdę jesteś tak dobra? (uśmiech!!!)

MARZENA: Czy jestem dobra? Sześć lat temu, na moich pierwszych zawodach NW, na mecie otrzymałam gratulacje od Mistrzyni Polski Ireny Pakosz, zdobywając wtedy drugie miejsce ze słowami: "Gratuluję, jesteś dobra, z takim czasem powinnaś pojechać na Mistrzostwa Polski". Ja się uśmiechnęłam z niedowierzaniem, ale jednocześnie uwierzyłam, że w tym sporcie, mimo ponad 40 lat mogę coś jeszcze osiągnąć... I to trwa do dziś. Sięgam po zwycięstwa, które mnie wciąż miło zaskakują i ogromnie cieszą.

NESSI: Które jest dla Ciebie tym najważniejszym?

MARZENA: Każde zwycięstwo cieszy. Wszystkie są dla mnie ważne, ale te najtrudniejsze, wywołały u mnie największe emocje i takie zwycięstwa najlepiej smakują. Do takich zwycięstw m.in. należało zdobycie Mistrzostwa Europy w Roding na dyst.10km. Były mocne i godne rywalki, walczyłam do samego końca, a największą nagrodą było odśpiewanie na podium Mazurka Dąbrowskiego. Chwila wzruszająca, nie myślałam, że jeszcze w życiu takiej chwili dożyję.

Drugim takim znaczącym zwycięstwem było zdobycie open Mistrzostw Polski NW w Maratonie. To był mój pierwszy taki królewski dystans i od razu taki sukces. Byłam ogromnie szczęśliwa. Podeszłam wtedy do tego na luzie, będzie co będzie, idź ile sił w nogach. Starczyło tych sił, aby pokonać nawet dużo młodsze ode mnie utytułowane koleżanki.

Jeszcze bardzo siebie zaskoczyłam, gdy na pierwszym moim ultra maratonie Leśna Doba spełniłam marzenie pokonania magicznych 100km. Zrobiłam wtedy po raz pierwszy 104 km w 16 godzin, zdobywając 2 miejsce open.

NESSI: Jesteś niesamowita! Patrząc na Twoje poczynania zastanawiam się - czy życie podporządkowujesz treningom, czy treningi żuciu? Bo zdaje się, że takie wyniki osiąga się wielką, codzienną pracą.

MARZENA: Jak wcześniej wspomniałam kocham ruch. Po poznaniu nordic walking, odkryłam, że jest to dla mnie fenomen ruchu. Wzmacnia cały gorset mięśniowy, jest to ruch zdrowy, maszeruje się odciążając stawy, dotlenia się, hartuje, podnosi wydolność i daje endorfiny. Ja tego do życia potrzebuję, to jest częścią mojej codzienności. Mam w sobie dużo samodyscypliny. W moim codziennym grafiku, tak jak jest wiadome, że przed snem trzeba umyć zęby, tak dla mnie codzienna aktywność musi być wykonana. Nie chodzę codziennie na kijach, mój ruch to fitness, rower, basen i łazikowanie po górach. Ja się nadal tym wszystkim bawię i łączę z obowiązkami zawodowymi, oraz rodzinnymi czerpiąc radość i satysfakcję. Dużą pomoc mam ze strony męża, który moją pasję dzieli, rozumie mnie i wspiera na codzień. Moje córki również mnie wspierają, pomagają i dopingują. I dzięki temu moje życie jest zgrane i niczemu nie podporządkowane.

NESSI: A jak to się stało, ze z zawodniczki przeobraziłaś się w Panią Sędzinę?

MARZENA: Jestem osobą po AWF, nauczoną, że jak się chce precyzyjnie poznać daną dyscyplinę sportową, to trzeba się w nią zagłębić z każdej perspektywy, pod kątem techniki, taktyki, motoryki, psychologii. Wszystko to różnie wygląda z perspektywy zawodnika, sędziego, trenera i organizatora zawodów. Stąd u mnie zdobywanie tego doświadczenia z różnych perspektyw. Zdobyłam kwalifikacje najpierw instruktora NW, potem trenera, sędzięgo i organizuję rajdy NW. Pełnienie tych ról pozwala mi jeszcze lepiej poznać NW. Wykorzystuję tę zdobytą wiedzę w praktyce i to daje mi wiele radości i satysfakcji. Wydaje mi się, że dzięki tym pełnionym rolom jestem bardziej kompetentna i rzetelna.

NESSI: Powiedzmy, ze znamy NW z punktu widzenia zawodnika. A jak on wyglada z punktu widzenia sędziny na zawodach. Jesteś surowa? Zdejmujesz z trasy? Dzielisz zawodników na pro i amatorów i traktujesz ich nieco inaczej?

MARZENA: Na razie sędziowałam w niewielu zawodach, bo jestem czynnym zawodnikiem. Ale w tych, których sędziowałam, to starałam się u osób popełniających małe błędy techniczne upominać, potem jak mimo upomnień nie ma poprawy daję żółte kartki, a zawodników podbiegających karam od razu kartką czerwoną. Jako sędzia przyglądam się uważnie wszystkim zawodnikom, ale bardziej wymagająca jestem wobec zawodników w czołówce. Sama od siebie wymagam jak najlepszej techniki, bo uważam, że jeśli zdobywa się tytuł mistrza, to to zobowiązuje, inni na taką osobę patrzą bardziej wnikliwie, chcą się czegoś od niej nauczyć i ją naśladować, dlatego trzeba dążyć do doskonałości. Chodząc samemu i trenując innych łatwiej jest zrozumieć zawodników na trasie jako sędzia.

NESSI: Mówiąc i myśląc Sędzia - ma się przed sobą obraz „sędziwej, poważnej osoby” (uśmiech). Czy trzeba ich się rzeczywiście bać? Czy można jakoś zburzyć ten mur? Podejść, zagadać, zapytać o radę?

MARZENA: Pewnie, że można do sędziego podejść, zapytać i rozwiać wątpliwości. Sędzia to tylko człowiek, też miewa wątpliwości, swoje racje i argumenty. Warto rozmawiać i pytać, bo kto pyta nie błądzi.

NESSI: Wracając na drugą stronę - zwracasz uwagę na swój strój podczas treningów, zawodów? Co jest dla Ciebie najważniejsza rzeczą, bez której nie ruszasz się z domu?

MARZENA: Tak, strój jest dla mnie bardzo istotny. Tak jak na zawodach, tak i na treningu muszę się w nim dobrze czuć. Nic mnie nie może ocierać, uciskać, ograniczać ruchów, zsuwać, wpijać! Wszystko musi być oddychające, dobrane do temperatury powietrza, szybko schnące i komfortowe. Od trzech lat zauważyłam, że duży wpływ mają na mnie i na moje samopoczucie kolory. Żywe, jaskrawe, ciepłe barwy dają mi powera- np.czerwony szybki. A te wielobarwne rzeczy pewności siebie i dobre samopoczucie. Za to wszystko pokochałam ciuszki NESSI. Sprawdzają się o każdej porze roku, przy każdej temperaturze, na każdym dystansie i podczas różnorakiego ruchu. Chodzę w nich nie tylko na zawody, treningi, chodzę w nich na codzień do pracy jako nauczyciel wychowania fizycznego. A najważniejszym szczegółem w garderobie bez którego nie ruszę się ani na trening, ani na zawody jest opaska na głowę. Bardzo się pocę podczas wysiłku, gdybym jej nie miała pot zalał by mi oczy i twarz.

NESSI: A czy świat NW jest pełen koloru czy królują szarości i czerń? Która grupa przeważa Twoim zdaniem?

MARZENA: Jak zaczęłam chodzić na kijach i pojawiać się na zawodach , była przewaga szarości i czerni. Sama do tej grupy należałam. Ale teraz jest coraz więcej kolorowych uczestników zawodów. I dobrze, patrząc na nich jest weselej i radośniej. Kolorowy człowiek tworzy barwniejszy, bardziej optymistyczny świat.

NESSI: I tym akcentem myślę możemy zakończyć (uśmiech). Dziękuję za rozmowę.

MARZENA: Dzięki serdeczne.

 


 

Add a comments

Fields marked (*) are required