Wywiad: Kolorowe małżeństwo Dammów

lallala

NESSI: Cieszę się, ze będziemy mogli chwile popisać - porozmawiać.

BEATA: Noo ja tam w szoku nadal

ZBYSZEK: Cała przyjemność po mojej stronie

NESSI: Na początek powiedzcie mi, żebym nie popełniła błędu - jesteście kochającym się małżeństwem, tak?

BEATA: Tak jest (śmiech).

ZBYSZEK: Tak, w większości tak (śmiech).

NESSI: Czy połączyła Was pasja do sportu czy jednak coś innego Was urzekło w drugiej osobie?

ZBYSZEK: Trzeba sięgnąć daleko pamięcią bo to 1998r.....

BEATA: Wykorzystał mnie, aby wejść na dyskotekę, bo już nie wpuszczali, chwycił mnie i do bramkarza że na randkę pierwszą idzie i co ma teraz zrobić (śmiech).

ZBYSZEK: Taaa, i tak już zostało.

BEATA: I jak weszliśmy na tą dyskotekę to już zostałam z nim.

ZBYSZEK: Ale małżeństwem jesteśmy od 2006. Długo dojrzewał nasz związek.

BEATA: Nooo śmiesznie trochę... Taki mój prawdziwy pierwszy chłopak, miałam 17 lat.

NESSI: Miłość. Tyle lat wierności (uśmiech).

BEATA: Ojj burzliwa miłość na początku (uśmiech).

NESSI: No dobrze - zostaliście małżeństwem i czy każde z Was wprowadziło jakieś swoje pasje do związku?

BEATA: Ja kochałam sprzątać, urzekłam tym teściową. A tak serio, to chyba Zbyszek był tą osobą która wprowadzała do naszego związku nowe rzeczy, ja próbowałam i albo polubiłam albo nie. Nie kojarzę abym to ja coś wprowadziła nowego.

ZBYSZEK: Kiedyś usłyszałem czy przeczytałem coś takiego, że miłość to nie znaczy mieć takie same zdanie tylko patrzeć w tym samym kierunku. Coś takiego. Itak było z nami.

Mieliśmy trochę inne pasje, ja zawsze grałem w gry zespołowe, koszykówka, piłka nożna, potem siatkówka, nawet w amatorskiej lidze w naszym mieście, choć z racji niezbyt słusznego wzrostu zawsze musiałem nadrabiać innymi walorami (w siatkówkę byłem libero)

Beata miała inne pomysły na aktywność.

NESSI: Jakie?

BEATA: Ja się zawsze kryłam w domu...

NESSI: Chodakowska i te sprawy?

BEATA: Chodakowska i te sprawy (śmiech). Dokładnie!!! (śmiech) Wstydziłam się siebie chyba. Jakoś pewności siebie nie miałam i dlatego...

NESSI: I pękło? Zbyszek przełamał wstyd?

BEATA: Hmmm tak aczkolwiek nie do końca. Może trudno w to uwierzyć ale nadal walczę ze sobą wewnętrznie. Jestem bardzo wymagająca od samej siebie. Długi, trudny temat.

ZBYSZEK: U mnie bieganie przyszło jakoś tak naturalnie, najpierw jako dodatek do siatkówki, schudnąć chciałem żeby być szybszym na boisku. I tak tydzień po tygodniu, miesiąc po miesiącu było coraz więcej biegania, a coraz mniej siatkówki. Z czasem drużyna się rozpadła i mi zostało bieganie. Wybrałem świadomie dyscyplinę w której jestem uzależniony tylko od własnego zaangażowania, jak dam ciała to ja sam ponoszę konsekwencje, jak coś się uda to dzięki własnemu uporowi i pracy.

NESSI: Czyli to Ty wciągnąłeś Beatę w bieganie i tym samym wyciągnąłeś z domu, do ludzi?

ZBYSZEK: Trochę tak, choć nie naciskałem, bo mawiała wtedy że "wszystko tylko nie bieganie, bo jest nudne".

BEATA: I tak i nie. Zbyszek biegał dużo wcześniej... Ja jak Karol skończył 3 lata poszłam z nim na jego pierwsze zajęcia na stadionie. I tak siedziałam i patrzyłam jak Zbyszek i Karol biegają. A szczególnie jak Karolek ćwiczy. I któregoś razu założyłam buty... I podczas zajęć syna zaczęłam marszobieg. I jakoś poszło (uśmiech).

 

ZBYSZEK: Beata musi dojrzeć do pewnych rzeczy, oswaja się z daleka, ale jak już wpadnie to jak w studnię, już tam zostaje. Wydaje mi się, że nasz syn to po niej odziedziczył. Teraz ona nie ustępuje mi ani na krok zaangażowaniem.

NESSI: Ile czasu musiało minąć, abyście zaczęli biegać razem? Bo rozumiem, ze Twój Zbyszku poziom na starcie był dużo lepszy od Beaty i ona z czasem Cię dogoniła? (uśmiech).

BEATA:... Nie pamiętam kiedy... Zbyszek czuł się odpowiedzialny za mnie od początku jak trener. Więc poświęcał swój czas biegając ze mną moim tempem. Bo tak naprawdę on jest lepszy, szybszy niż ja. Na dzień dzisiejszy to on może biegać moim tempem a nie ja jego (śmiech).

ZBYSZEK: Wychodziło to tak, że raz na jakiś czas ustawiałem swój trening, aby pobiec razem z Beatą, a potem drugą fazę treningu wykonywałem sam, na sobie właściwej intensywności. Do teraz tak jest - lecimy w lesie 20-kę więc np. 15 razem, a na ostatnią piątkę włączam drugi bieg (uśmiech).

NESSI: No dobrze - czy bieganie to Wasza pasja codzienna czy weekendowa?

BEATA: Codzienna zdecydowanie.

ZBYSZEK: Bieganie jest pasją numer 1 na bank.

NESSI: Jak godzicie treningi każdego plus opiekę nad dzieckiem?

BEATA: Tu jest wypracowany system do perfekcji (śmiech).

ZBYSZEK: To jest nasze największe osiągnięcie (śmiech).

BEATA: Karol ma zajęcia na bieżni 2 razy w tygodniu... Wtedy możemy też biegać... Lub jedno biega a drugie zajmuje się synem i zmiana...W weekend Karol kocha chodzić do babci więc my wtedy mamy chwilę dla siebie.

ZBYSZEK: Zawsze na pierwszym miejscu w harmonogramie jest rodzina i praca. Bieganie trzeba się nauczyć włączać w wolny czas. Praktycznie nie odpoczywamy po pracy na siedząco czy leżąco. Jak się chce to wszystko da się ustawić. Wspólna pasja pomaga, bo nawzajem rozumiemy swoje potrzeby, nie ma dziwnych pretensji w stylu "znowu biegasz? przecież już w tym tygodniu biegałeś" (uśmiech).

NESSI: Biegacze to tacy trochę wariaci - da się to odczuć u Was w domu? (śmiech).

ZBYSZEK: Na bank. Pokażę Ci coś...

BEATA: A jak myślisz (śmiech).

ZYSZEK: To centralne miejsce w salonie, a ten but to prezent urodzinowy od biegaczy.

NESSI: No tak... jak dobrze, ze siebie macie, bo chociaż akceptujecie swoje wariactwa!

BEATA: One nam pomagają. Te wspólne pasje.

ZBYSZEK: Jest jeden minus, podwójne wydatki (śmiech).

BEATA: No czasem pożyczam Ci leggi (śmiech).

NESSI: Czyli rozumiem, ze swój wolny czas spędzacie na planowaniu turystyki biegowej i planowaniu wyjazdów na zawody?

BEATA: Nie tylko... Karol to nasze oczko w głowie. Staramy się dzielić czas tak, aby czuł się najważniejszy.

ZBYSZEK: To fakt, choć z czasem jest łatwiej, syn rośnie i ma więcej swoich zajęć.

My knujemy cały czas, gdzie tu pobiegać (uśmiech), ale w tym wszystkim najważniejsze jest wsparcie. Jak ja przygotowuję się do ważnych zawodów, to Beata ustala wszystko pode mnie. Jak ona ma ważny start, to ja rozpisuję jej treningi, a nawet biegnę z nią czasem zawody.

NESSI: Czyli nie ograniczacie się do startów w tych samych biegach - dajecie sobie więcej tlenu na start w takich zawodach, które interesują jedna albo druga stronę?

ZBYSZEK: Raczej startujemy wspólnie, czasem na innych dystansach, jak w Krynicy, czasem na tym samym, ale własnym tempem, a zdarza się że ramię w ramię.

NESSI: Jakie są Wasze ulubione dystanse?

BEATA: Od czasu, kiedy przekonałam się do biegania w górach to oboje startujemy chyba w tych samych, górskich imprezach. Ja zaczęłam przygodę z górami i chce małymi kroczkami zwiększać dystans. Zbyszek ma setkę za sobą więc aż się boję co dalej (uśmiech).

ZBYSZEK: Ja idę w długie, no i w góry. Po zrobieniu Korony Maratonów Polskich zacząłem szukać innych wyzwań i pociągnęło mnie do gór. Po chwili dołączyła Beata choć na początku było stanowcze NIE.

BEATA: To fakt, kocham góry od zawsze ale długo broniłam się przed bieganiem w górach

Na pewno asfalt i krótkie biegi już mnie nie interesują jak kiedyś.

ZBYSZEK: Ja już wiem, że w tym wieku wiele nie zrobię na asfalcie, szybciej już biegał nie będę, a dłużej mogę (śmiech).

NESSI: W czym Ci Zbyszku imponuje Beata? A Tobie Beato - Zbyszek?

BEATA: Siła, determinacja, dla niego nie ma rzeczy niemożliwych.

ZBYSZEK: W Beacie bardzo podziwiam jej upór, konsekwencję, zaangażowanie, czasem gdy mam trudne chwile to ona swoją walką motywuje mnie do pracy. Wiele razy usłyszałem "weź się w garść, rusz d..., nie mazgaj się".

BEATA: Hmmm trochę jakby się to nie zgadzało (uśmiech).

ZBYSZEK: Np. teraz po 100km w Krynicy straciłem trochę cel, musiałem się lekko otrząsnąć, bez niej byłoby ciężko.

NESSI: Zdaje się zatem, ze jesteście kochającym i bardzo mądrym małżeństwem! Czy bieganie pozwala też na rozładowanie między Wami podniesionego ciśnienia, gdy dni są gorsze i zamiast rzucania talerzami mówicie - chodź pobiegać?!

ZBYSZEK: ...albo "idź pobiegać" (śmiech).

BEATA: Tak, zdecydowanie bieganie jest naszą najlepszą terapią małżeńską. I pisze to bardzo poważnie. Mamy bardzo ciężkie charaktery.

ZBYSZEK: To fakt, bieganie pozwala ochłonąć, ostudzić złe emocje, zarówno te z domu, jak i te z pracy. W dwudziestokilometrowym biegu można się spokojnie kilka razy z żoną pokłócić i ona ani razu nie przerywa (śmiech). Miałem na myśli oczywiście samotny bieg i kłótnię we własnej głowie.

BEATA: Tak teraz się zastanawiam jak myśmy wytrzymywali ze sobą jak nie biegaliśmy (śmiech).

NESSI: Zaszczepiliście w swoim synu miłość do sportu – jak to się robi?

BEATA: Trudno stwierdzić... Chodzi na zajęcia do klubu lekkoatletycznego Kotwica Brzeg... Brał udział w zawodach biegowych. Ale myślę że czas pokaże.

ZBYSZEK: Chyba trochę tak naturalnie. Widzi nas i nie sprzeciwia się. Ale nic na siłę, ważne żeby coś robił, dziś to jest klub lekkoatletyczny i taka ogólnorozwojówka. Jeżeli będzie chciał pójść inną drogą, to jego wybór. Ważne, żeby nie siedział całymi dniami przy komputerze. Jeżeli to będzie inny sport to też będziemy wspierać.

Jeździ też z nami często na rowerze na wycieczki po okolicy, takie 20km to spokojnie z nami przejedzie.

NESSI: Czy komentuje jakoś Waszą pasję do biegania?

ZBYSZEK: Czasem całkiem uszczypliwie (uśmiech)... ale ogólnie akceptuje, jest tego częścią. Z reguły zabieramy go na wyjazdy, o ile nie biegniemy w tym samym biegu lub mamy kogoś do opieki na czas biegu. Lubi wycieczki i chyba powoli zaczyna lubić tę atmosferę.

 

BEATA: Teraz chyba bardziej świadomy jest tego co robimy (ma już 9 lat) ... Jak wyjeżdżamy to życzy powodzenia. Jak wracamy to pyta jak było.

ZBYSZEK: Nie ma jeszcze napinki na wynik czy ściganie, bawi się i niech tak zostanie jak najdłużej.

NESSI: Zbliżając się do Świat (śmiech) czy nadal dajecie sobie w prezencie rzeczy związane ze sportem?

BEATA: Tak, ale nie tylko. Choć w większości (śmiech).

ZBYSZEK: Często tak, ale bez ciśnienia. Przecież każdemu z nas przydaje się także flakonik perfum (śmiech).

BEATA: Ale na rocznicę ślubu zgadnij co było?

NESSI: Buty biegowe?

BEATA: Weekend w górach, bieganie w deszczu... Było cudownie (śmiech).

ZBYSZEK: Ale fakt, zawsze mamy to wyjście awaryjne - jak nic innego nie potrzeba, to ładny ciuch biegowy, buty, plecak czy kije zawsze mile widziane.

NESSI: Zupełnie zapomniałabym... Jak trafiliście na Nessi?!? (śmiech).

BEATA: To jaaaa... Koleżanka mi kiedyś pokazała stronę. I trafiłam na wyprzedaż w zimie (usmiech). Pierwsza bluza zimowa i potem poszło.

ZBYSZEK:Z mojej strony to trochę, jak z Beaty bieganiem. Ona została wessana, a ja tak jakoś naturalnie, stopniowo, razem z rozrostem męskiej kolekcji.

BEATA: Ojjj czasem ciężko go przekonać że potrzebuję drugiej koszulki na zmianę czy coś...

NESSI: Co Was trzyma przy Nessi?

BEATA: 1. Ludzie z kolorowej 2. Jakość ubrań 3. Wzory

ZBYSZEK: Z Nessi jest tak, że odzwierciedla nasze charaktery. Nie lubimy w życiu szarości, lubimy się wyróżniać, czuć się wyjątkowo, nie chcemy być częścią tłumu czarnych koszulek... no i łatwiej się znaleźć na zdjęciach (śmiech). Poza tym, to naprawdę wysokiej jakości odzież biegowa. Trochę maratonów się przebiegło, trochę obtartych sutków wyleczyło. Odkąd biegam w Nessi zapomniałem o podobnych dolegliwościach.

BEATA:Ta magia na biegu, jak spotykasz kogoś ubranego w Nessi...

ZBYSZEK: No właśnie, bo rozmawiamy tylko o nas, a stworzyła się wokół nas duża grupa ludzi – biegaczy. I to im chcielibyśmy podziękować, bo wspieramy się nawzajem, połączyło nas bieganie, a teraz łączy o wiele więcej. To jest naprawdę cudowne, gdy tak wielu ludzi przez bieganie potrafi się po prostu bardzo głęboko zaprzyjaźnić.

BEATA:W pobliskiej miejscowości był organizowany tzw. maraton na raty, cykl 6 biegów po 7 km... Czyli w całości maraton. No i znalazło się parę osób w Brzegu, które chciały co tydzień biegać. Założyłam grupę na messengerze. Organizowałam raz w tygodniu wspólny trening. No i tak zaczęliśmy się zbliżać do siebie. Wspólne urodziny, wyjazdy, spotkania, rozmowy o życiu.

NESSI: Jedna, wielka, brzegowa rodzina (uśmiech).

BEATA: Dokładnie (śmiech). Każdy ma inny charakter, który dopełnia całość.

NESSI: Czy to są osoby także związane z Nessi czy zupełnie niezależne?

BEATA: Hahaha jakby to powiedzieć... Zaraziłam wszystkich (śmiech).I teraz są w Kolorowej Drużynie. Ale to było łatwe, bo ciuchy piękne... I jeszcze dodam, że zabawnie było, bo na początku przychodziły do mnie dziewczyny do domu, aby mierzyć moje Nessi (śmiech).

NESSI:Prawdziwa Matka Inicjatorka (uśmiech).

BEATA: (śmiech)

NESSI: W listopadzie ruszyliśmy na grupie Nessi Aktywnie z akcją #JestemSuper. Na zakończenie naszej przemiłej rozmowy powiedzcie: Beato, jesteś super, bo... Zbyszku, jesteś super, bo...

BEATA: Trudne pytanie przy tym stopniu samokrytycyzmu. Jestem super, bo udało mi się stworzyć cudowną rodzinę i grono przyjaciół, które pójdzie za mną w ogień.

ZBYSZEK: Chyba dokończyłbym: ...bo nie boję się przełamywać barier, własnych ograniczeń, bo niemożliwe dla mnie nie istnieje.

NESSI: Dziękuje Wam ślicznie za te rozmowę - czuć, że buzuje w Was świetna, kolorowa energia!

BEATA: I my Ci bardzo dziękujemy!

ZBYSZEK: Dziękujemy pięknie!

 

 

Add a comments

Fields marked (*) are required