PAWEŁ ŻUK W ATENACH - TO JUŻ OSTATNIA PROSTA

Ponad 40 dni i nocy w Atenach w Grecji i ponad 4 000 kilometrów pokonane biegiem przez naszego mistrza Pawła Żuka. Choć do finału jego zmagań coraz bliżej to przemierzony przez niego do tej pory dystans, krótki sen i zmienna pogoda - odznaczyły już swoje piętno nie tylko na kondycji fizycznej, ale przede wszystkim psychicznej.

START

 

Zacznijmy od początku. 16.01.2020 o godzinie 15:00 pistolet startowy wystrzelił  i 9 śmiałków wystartowało w pierwszym na świecie atestowanym biegu na 5000 kilometrów, a wśród nich jedyny Polak - nasz Paweł Żuk. Bieg odbywa się po 1-kilometrowej pętli, prowadzącej przez halę, na której każdy uczestnik biegu ma zlokalizowaną swoją bazę. Na pokonanie pełnego dystansu organizator wyznaczył zawodnikom 60 dni i 60 nocy, co daje około 84 kilometrów dziennie, natomiast plan Pawła zakładał pokonywanie dziennie ponad 100 kilometrów. 

 

TRUDNE POCZĄTKI

 

I tak pierwszego dnia na liczniku naszego Polaka pojawiło się 149 km, jednak w 20 h biegu niespodziewanie pojawił się również ból w lewej nodze. Możemy się tylko domyślać, jakie emocje mogło to w nim wywołać. Dopiero co wystartował, a tu już takie przeboje. Mimo to, Paweł ze sporym dyskomfortem realizował początkowo obrany plan. Na szczęście szybka reakcja, pomoc serwisu medycznego, maści oraz opaski uciskowe sprawiły, że już po kilku dniach kontuzja ustąpiła i można było już bez bólu kontynuować dalsze zmagania.

 

SEN

 

Wszyscy wiemy jak ważny dla odpowiedniej regeneracji jest sen, ale co ma powiedzieć zawodnik, którego goni limit czasowy? Paweł miał wyznaczone w ciągu doby dwie pory snu. W godzinach popołudniowych przerwa wynosiła około 1-2 h. Oczywiście w tym czasie wlicza się tu wszystko: prysznic, jedzenie, sen, czas na ubranie się i rozebranie. Sam sen więc to ok. 40-90 minut. Drugi dłuższy odpoczynek jest w godzinach nocnych około 4-5 godzin, który obejmuje 3-4 godz. snu.

W początkowym okresie biegu, czyli przez jakieś pierwsze 10 dni, sen był bardzo płytki, składał się z krótkich drzemek. Ból nóg, bioder i w ogóle całego ciała powodował, że Paweł ciągle się wybudzał. To nie był zdrowy, regeneracyjny sen, a raczej krótkie odcięcia. Teraz jest zdecydowanie lepiej. Organizm „przestawił się” na wysiłek. Dodatkowo Paweł zasypia szybko i głęboko, już nie wybudza się co chwilę. Może nie wstaje wyspany i wypoczęty, ale jest zdecydowanie lepiej, niż w początkowej fazie biegu.

 

DIETA

 

Dla Pawła dosyć dużym problemem w takich biegach jest utrzymanie wagi, traci ją bardzo szybko. W Atenach zawodnicy są co jakiś czas ważeni, gdyż zbytnia utrata wagi może zagrażać zdrowiu, a nawet skutkować dyskwalifikacją. Support bardzo restrykcyjnie pilnuje diety Asfaltowego Chłopaka i dba o jego menu, aby było nie tylko smacznie, ale przede wszystkim – wysokokaloryczne.

Paweł unika potraw ciężkostrawnych. W jego menu nie zagości więc z pewnością fasolka po bretońsku, gołąbki, bigos czy golonka. Nie znajdziecie tam również ryzykownych dań, które mogłyby spowodować zatrucie – ban na sushi! 

Wieczorami rozgrzewa się jedząc rozmaite zupy. Co jeszcze? Ziemniaki z surówką i mięso, pierogi, omlety, naleśniki na słodko, naleśniki wytrawne, burgery, pizza, jogurty, koktajle, koktajle białkowo-węglowodanowe, pączki, drożdżówki, makarony z przeróżnymi sosami. Pojawiają się również dania jednogarnkowe, np. ryż z warzywami i kurczakiem. Do listy dopisujemy jajka w majonezie i sałatkę jarzynową. Spory wybór! 

Menu jest dopasowane do potrzeb danego dnia i kondycji Pawła.

 

KONTUZJE

 

Pierwsza drobna kontuzja jak pisaliśmy wcześniej, pojawiła się już w pierwszej dobie, ale szybko ustąpiła. Natomiast w 20 dobie zaczęły się poważne schody. Odezwał się Achilles. I to bynajmniej nie ten z Olimpu, ale ten od ścięgna. Walka z bólem trwała 4 dni i na jeden dzień praktycznie uniemożliwiła całkowicie bieg, a nawet trucht. Tego dnia była więc przymusowa regeneracja i tylko 30 kilometrowy spacer. Paweł jednak się tak łatwo nie poddaje. Krok za krokiem, kilometr za kilometrem, było coraz lepiej i jak Paweł napisał na swoim fanpage’u "jeśli nie możesz wygrać z bólem to się z nim zaprzyjaźnij".

I tak po sześciu dniach udało się znowu wejść na właściwy tor i znowu osiągać wynik ponad 100 kilometrów na dobę.

 

KRYZYS

 

Choć z Pawła to prawdziwy twardziel, a głowę ma mocną niczym grafen (najmocniejszy materiał na świecie), to i jego dopadają gorsze dni. Z resztą, chyba nikogo to nie dziwi. Codzienny rytuał - wstawanie po zaledwie kilku godzinach snu, przebiegnięcie ponad stu kilometrów przy przeróżnej, czasem nawet bardzo niesprzyjającej aurze pogodowej. W tym czasie jakieś posiłki, krótka drzemka, zmiana garderoby. Wieczorem kąpiel i krótki sen w warunkach polowych, nad ranem pobudka i od nowa. 

Wielu z nas nie wytrzymałoby za długo, a co dopiero tak przez 10 albo 40 dni? Myślę, że przede wszystkim Pawła podłamuje ta pogoda. Silny i zimny wiatr na przemian z deszczem. Wiadomo, że nikt nie spodziewał się lata w styczniu czy lutym, ale myślę że większość z nas nie przepada za taką aurą, a co dopiero wyjść w niepogodę na trening. 

Bywały więc takie momenty, że serwis na siłę wręcz wypychał Pawła z łóżka na trasę, a jemu samemu łzy napływały do oczu. Toczył wtedy podwójną walkę - z kilometrami i ze sobą. Gdy wychodzi słońce - na szczęście pojawia się coraz częściej - humor i dobry nastrój wraca. Tęsknota za domem i bliskimi, normalnością, zapewne też nie ułatwia zadania.

 

NASZE WSPARCIE

 

Dlatego na tej ostatniej, wcale niełatwej prostej wkraczamy do akcji MY. Wspólnie możemy się stać jego siłą napędową. Pokażmy Pawłowi, że nie jest sam, a my nie tylko mu kibicujemy, ale przede wszystkim naszą misją jest MOTYWACJA.

Na grupie KOLOROWA DRUŻYNA NESSI rozpoczęliśmy akcję #BIEGAMYZPAWŁEM. Pokonujemy kilometry dedykowane specjalnie jemu i oznaczamy je ww. hashtagiem. Dodatkowo uruchomiliśmy na Endomondo rywalizację, do której możecie dołączyć i wspólnie kręcić kilometry.

 

Link do rywalizacji znajdziecie tu: endomondo.com/challenges/42333250






Add a comments

Fields marked (*) are required