NURKUJE, A NIE UMIE PŁYWAĆ! JAK ONA TO ROBI?!

Chociaż nurkowie, którzy nie potrafią pływać uważają, że sytuacja ta nie jest ewenementem, tak dla nas jest to wciąż pewna zagadka. Zdawałoby się, że nurkowanie nie może funkcjonować bez pływania, bo przecież jak nazwać system poruszania się pod wodą?

O całym zjawisku mielibyśmy pewnie mgliste pojęcie, gdyby nie Aneta i jej historia.

Przeczytajcie sami:

„Tyle lat próbowałam i nic. Nie jest tak, że nie wejdę do wody, ale musi być płytko i przejrzyście. Jeżeli nie widzę dna, o wejściu do wody nie ma mowy. Na basenie korzystałam z brodzika dla dzieci. Za diabła nie zjadę rurą, bo musiałabym na koniec wylądować pod wodą. Może teraz troszkę się to zmieniło, bo zabieram ze sobą na basen ABC nurka i jest trochę lepiej. Nie umiem sobie poradzić z wodą wlewającą się do nosa, oczu raczej nie otwieram i jak tu pływać? Jeżeli woda wleje mi się do ust, od razu wpadam w panikę i to konkretną.

Więc jak się zaczęła ta moja, niewiarygodna dla mnie, przygoda z nurkowaniem?

Parę lat temu polecieliśmy z nurkującymi znajomymi na Maltę. Mąż był pewien na sto procent, że nie zanurkuję i ubezpieczył od wypadku nurkowego tylko siebie i synów. Wszyscy świetnie się bawili, ja siedziałam na brzegu i zastanawiałam się co może być w tym tak cudownego, skoro nawet samo zakładanie pianki to walka z wiatrakami. I tak sobie siedziałam, aż zaświtała mi myśl „nawet nie będę miała czego wspominać na starość” i pojawiła się chęć. Instruktor powiedział mi, że zejdziemy pod wodę w małej zatoczce, tylko metr w dół, żebym zobaczyła z czym to się je. To on obsługiwał wszystko, co miałam założone na siebie. I kiedy zeszłam pod wodę, mogłam oglądać podwodny świat i normalnie oddychać, poczułam, że naprawdę tego chcę. Tego samego dnia zrobiłam swoje pierwsze intro, następnego dnia kolejne. Strach oczywiście był, ale czułam się zaopiekowana i bezpieczna.

Po dwóch miesiącach wróciłam na Maltę jako nurek z papierami. No dobra, nurkuję. Ale przy okazji mam jeszcze klaustrofobię, a nurkuje się w różnych miejscach. Pomalutku oswoiłam jeszcze ten strach i przeciskam się pod skałami, niejednokrotne o coś zahaczając. Nurkujemy w grupie i jeszcze dodatkowo w parach. Moją parą jest zawsze mój mąż, który płynie metr nade mną i ma mnie na oku.

Samo zrobienie uprawnień też wiele mnie kosztowało. Musiałam zdjąć maskę pod wodą, założyć ją ponownie i wylać z niej wodę, musiałam wyjąć automat z buzi, opanować bezpieczne wynurzanie z głębokości bez automatu w buzi. Nie umiem odpowiedzieć na pytanie jak tego dokonałam, po prostu ZROBIŁAM to. Zrobiłam też wiele innych rzeczy, skoczyłam z płynącej łodzi, wyskoczyłam do tyłu z zodiaca (łódka wywożąca nurków na morze), skoczyłam ze skały i to wszystko JA sama.

Teraz mam dwa stopnie nurkowe, przymierzam się do trzeciego - nurkowanie głębokie. Z książek, które musiałam przeczytać, żeby zdać egzamin jedna rzecz szczególnie utkwiła mi w głowie - „nie panikuj”, głęboko pod wodą nie ma na to miejsca.

Do momentu kiedy przytrafiła mi się pewna historia, byłam beztroskim, niezdającym sobie sprawy z zagrożeń, nurkiem. Wpłynęliśmy do jaskini o długości około 150 metrów. W najwyższym jej punkcie znajdowała się czapa „powietrza” (w przeważającej ilości był to dwutlenek węgla). Wyciągnęłam tam automat z buzi i zaciągnęłam się tym rześkim „powietrzem”, poczułam zawroty głowy i nadchodzący atak paniki. Pod wodą, pod skałą, myślałam, że umrę. Kiedy mogłam już bezpiecznie wyjść z wody, płakałam jak dziecko. Ale udało mi się pokonać strach przed ponownym nurkowaniem. Od tego momentu jestem świadomym zagrożenia nurkiem.

Pisząc to, zdałam sobie sprawę, że właściwie to nie ma rzeczy niemożliwych, więc może i pływanie kiedyś ogarnę? Pod wodą mam maskę, mam automat do oddychania i pewnie to sprawia, że daję radę. A dla tego spokoju, który mnie tam ogarnia - warto. Słychać niewiele, bicie serca, bąbelki wydobywające się z automatu, czasem dzwoneczek instruktora…. Baja po prostu.”

 

Aneta należy do Kolorowej Drużyny Nessi i swoim przykładem pokazuje, że chcieć znaczy móc. Jak sama twierdzi, w samym fakcie, że nurkuje i nie umie pływać, nie ma nic dziwnego. Po wodą, gdzie ma jacket i płetwy, umiejętność ta nie jest niezbędna.

Czy aby na pewno? Postanowiliśmy zgłębić ten temat.

Pływanie możemy określić jako metodę poruszania się po powierzchni wody, do której wykorzystujemy siłę własnych mięśni, natomiast nurkowanie odbywa się pod powierzchnią wody i wykorzystuje sprzęt, jakim jest chociażby jacket, czyli „kamizelka” regulująca pływalność. Chcąc zostać nurkiem, należy zdać egzamin pływacki, obejmujący zazwyczaj 200m bez płetw lub 300m w płetwach. Jak się okazało nasza bohaterka spełniła ten wymóg, nawet tego nie wiedząc – „W płetwach przepłynie nawet ktoś, kto pływać nie umie, a mając dodatkowo okulary i fajkę, bez problemu”.

 

Pomyśleliśmy – w porządku. Jeżeli zatem nie o samą metodę poruszania się chodzi, to o co?

Trop doprowadził nas do problemu jakim jest strach przed wodą. Osoba, która decyduje się nurkować, musi wejść w zupełnie nowe środowisko, gdzie panuje cisza i pozorny spokój. Nie czując się tu komfortowo, prawie pewnym jest wystąpienie u niej nieprzyjemnego uczucia niepokoju. Wielkim sukcesem jest zatem opanowanie, umiejętność okiełzania myśli i szalonej wyobraźni, która w tych warunkach potrafi malować najczarniejsze scenariusze.

Po raz kolejny odkrywamy, że o sukcesie osób konfrontujących się z samym sobą, stanowi psychika. To w niej rodzą się ograniczenia i lęki, ale i ona może zbudować potężny bagaż siły i wiary we własne możliwości.

„Zawsze przed skokiem do wody czuję strach. Chwilę trwa zanim się ogarnę. Instruktor wie, że muszę mieć chwilę dla siebie, żeby się uspokoić. Dla mnie umiejętność pływania nie jest niezbędna pod wodą, dla mnie najważniejsze jest pokonać siebie.”

 

Aneta zawalczyła o siebie i swoją pasję, przesunęła granicę i popłynęła, nawet o tym nie wiedząc. Gratulujemy odwagi i dziękujemy za podzielenie się z nami swoją historią!

 

 

 

 

Add a comments

Fields marked (*) are required