Wywiad z SUPergirl! Czym jest SUP i czy to sport dla Ciebie?

Zapraszamy do przeczytania rozmowy z Moniką Wojsław z Mazury SUP Natury, organizatorką wydarzeń Mazurski Chill i Mazury SUP Camp.
Mamy dla Was dużo dobra: opowieść i pasji, sporo o samym SUPie, kobiecym wsparciu, a do tego kilka ciekawych profili na Insta, które warto śledzić. Chodźcie!

Marta Szałaśna: Nasze #nessigirls na pewno chętnie dowiedzą się czegoś o Tobie, opowiadaj!

Monika Wojsław: W życiu robię zupełnie inne rzeczy niż SUP, na co dzień jestem nauczycielką w szkole specjalnej. SUPem zaraziłam się 4 sezony temu.
Sport był w moim życiu od zawsze: lubiłam siatkówkę, na podwórku grało się w kosza. Kiedy poznałam męża, zaczęłam jeździć na snowboardzie – nie jestem królową stoków, ale bardzo to lubię! Organizując młodzieży czas – bo pracuję też jako streetworker na podwórkach – musiałam też nauczyć się jeździć na longboardzie: młodzi jeżdżą, to pani też musi, bo inaczej nie daliby żyć :) Był też crossfit, biegi z przeszkodami kickboxing – zależnie od etapów mojego życia wybierałam sporty, które dostarczały mocniejszych wrażeń, a teraz cenię jogę, spokój i ewentualnie mocniejszy trening na wodzie.

Powiedz coś więcej o swojej pracy.

Jestem pedagogiem specjalnym, prowadzę indywidualne zajęcia rewalidacyjno-wychowawcze, pracuję z dziećmi z głęboką niepełnosprawnością. Kocham to, co robię. Mogę dać coś od siebie dzieciakom, ale i one uczą mnie wielu rzeczy: wchodzenia w inny wymiar, wytężania zmysłów, cierpliwości. Robię to od 4 lat, a od 10 lat pracuję jako streetworker. To była moja pierwsza praca w zawodzie po studiach. Streetworking pojawił się przypadkowo, z ogłoszenia. I… wsiąknęłam w ełckie podwórka, a ponieważ mojemu życiu duży wymiar nadaje pasja, to przekazuję te wartości dzieciom i młodzieży, a to owocuje. Część z nich odnajduje swoje zajawki i wspieram ich w tym, by się rozwijali.

Jakie są Twoje pasje pozasportowe?

Muzyka! Gram w orkiestrze na saksofonie, choć przez pandemię nieco się to rozluźniło. A w domu gram na ukulele, śpiewam. Jeśli już coś gotuję to też z pasją! Wszystko, co sprawia Ci przyjemność i lubisz to robić – może stać się pasją.

Gładko przechodzimy do Twojej obecnej zajawki. SUP: jak to się wszystko zaczęło?

Na deskę zabrał mnie mój kolega – sporty deskowe zawsze mnie interesowały, nigdy nie uprawiałam ich co prawda wyczynowo, ale zawsze lubiłam rekreacyjnie próbować nowych rzeczy. Kolega powiedział mi, że ma deskę, na której stoi się i pływa po jeziorze. Ja na to: Hmm, nigdy o tym nie słyszałam… spróbujmy! Mieszkam w okolicy, gdzie jezior nie brakuje, więc któregoś popołudnia pokazał mi ten sport. Był zachód słońca, było przepięknie… zakochałam się w SUPie od pierwszego pociągnięcia wiosła! Mając przed sobą otwartą przestrzeń czujesz się, jakbyś szła po wodzie – to mnie totalnie zauroczyło! I tak jakoś się zaczęło. Nie bez przygód: pijawki obeszły mi nogi.

Oj!

Tak, był i bliski kontakt z naturą ;) Ale ten sport to też przełamanie swoich lęków, bo woda i dzika natura mimo wszystko budzą w ludziach strach.

O tak, ja nie potrafię pływać!

Tak, osoby, które nie potrafią pływać, mają w sobie sporo tych lęków związanych z wodą. Deska pomaga je przełamywać – uczę pływania na desce także tych, którzy nie potrafią pływać. Z odpowiednim zabezpieczeniem i odpowiednią osobą obok to możliwe, jeśli ktoś jest gotowy, by się przełamać. Są też specjalne kapoki dla osób, które nie potrafią pływać – nie zamoczysz wtedy nawet głowy!

Nawet we mnie budziło się mnóstwo lęków! Były związane z głęboką wodą, samotnym pływaniem. Pokochałam pływać sama, ale podczas samotnej wyprawy płyniesz, nie wiesz, co będzie dalej, jesteś sama na środku jeziora. Pojawiają się różne wizje, co może się stać. Kiedy się przełamiesz okazuje się, że jesteś częścią natury!

Jako ciekawostkę powiem Ci, czego ja się boję na wodzie. Boję się ogromnego suma, który mnie zaatakuje – wyobraźnia działa. Przeczytałam artykuł, z którego wynikało, że w Polsce rzeczywiście wydarzyła się taka historia, co utwierdza mnie w przekonaniu, że kiedyś w końcu mnie dopadnie ;)

To było w jeziorze Białym w Okunince! Król Sum istnieje ;)
Choć SUP jest teraz bardzo popularny i pewnie każdy już widział miłośników tego sportu w swojej okolicy, zacznijmy od podstaw: co to w ogóle jest SUP?

Może jednak nie każdy! Okazuje się, że spotykam wiele osób, które są zdziwione i pytają, o co chodzi. SUP – Stand Up Paddle Board, czyli po polsku deska, na której się stoi i wiosłuje. Tym właśnie jest – najprościej mówiąc.

Dla kogo jest ten sport – czy każdy może uprawiać SUP?

Dla każdego, ale zaznaczam – bez kontuzji. Jednak trzeba być w miarę sprawnym fizycznie, bo pracują wszystkie mięśnie i nie może doskwierać Ci ból. Musisz mieć zdrowe kolana i kręgosłup. Poza tym nie ma ograniczeń. Na pewno dla osób, które cenią sobie spokój. Na tej desce można płynąć swoim tempem, odnaleźć siebie. Woda to w ogóle medium, które bardzo uspokaja i ma na nas bardzo terapeutyczny wpływ jako żywioł. SUP daje możliwość bycia na wodzie i czerpania z tych właściwości. Może to być też sport dla tych, którzy poszukują mocniejszych wrażeń! Można doczepić żagiel i wykorzystać SUP do WindSUPu, można pływać z Wingiem, czyli takim skrzydłem, można też startować w zawodach. Ja nie uprawiam tego sportu wyczynowo, bardziej zajmuje mnie rekreacja, strona terapeutyczna, tworzenie społeczności. Trzeba też to czuć, bo zdarza się, że ktoś stanie na desce i powie: OK, stanąłem, powiosłowałem, nic niesamowitego. Inni z kolei zajawiają się od razu! Kupują własną deskę i zaczynają swoją przygodę.

Kobieta w stroju kąpielowym Nessi płynie na SUPie



Co trzeba umieć, zanim zaczniesz pływać na SUPie?

Jest specjalna technika pływania, które pomaga nam sprawniej się poruszać. Ale są osoby, które kupiły deskę i próbują robić to instynktownie. Lepiej jednak nie tracić czasu na takie poszukiwania. Myślę, że warto skorzystać z lekcji, jeśli wcześniej nie mieliśmy do czynienia z SUPem. Dowiemy się, jak trzymać prawidłowo postawę, by nie zrobić sobie krzywdy, nie nadwyrężyć mięśni. Trzeba też wiedzieć jak używać sprzętu, jak o niego dbać, żeby służył nam dłużej. Gdy poznasz podstawy będziesz szybciej cieszył się urokami tej aktywności.

Wspomniałaś o bardziej technicznych aspektach. Jak wobec tego odnaleźć się w gąszczu desek: co wybrać dla siebie?

Wszystko zależy od potrzeb i od tego, jak – według naszych wyobrażeń – będziemy spędzali czas na wodzie. Ile ważymy, czy chcemy pływać dłuższe dystanse, czy z dziećmi pod domem? Deski są przeróżne! Te na dłuższe wyprawy są szybsze, lżejsze. Na zawodach korzysta się z dużo węższych. Są deski stabilne, rodzinne, na których możesz pływać w dwójką dzieci, zamienić się z mężem, który waży mniej/więcej niż Ty. Jeśli jesteś początkująca, wybierz deskę typu All Round, na pewno się sprawdzi.

A czy SUP to droga zabawa?

Przedział cenowy desek jest szeroki. Można kupić deskę za 1 000 zł, można kupić deskę za 10 000 zł. Oczywiście z ceną wzrasta jakość i renoma marki. Nie namawiam, by wydawać mnóstwo pieniędzy, ale warto zainwestować w dobry sprzęt. To jednak jest woda, więc sprzęt renomowanej marki daje nam bezpieczeństwo.

Kobiety w kolorowych ubraniach Nessi stoją na SUPach



Co jest potrzebne, oprócz deski?

Na pewno kapok! Kiedy kupujemy deskę, przeważnie w zestawie jest wszystko: deska, wiosło, leash, finy, pompka. Bywa też pokrowiec na telefon. Wymieniłam pompkę, bo mówię o dmuchanych deskach. Twarde są przeważnie używane na zawodach, przeznaczone dla osób, które lubią długie wyprawy lub pływają na morzu. Dmuchana deska daje nam możliwość przewiezienia wszędzie, schowania nawet do szafy. Nietrudno się też z nią przemieścić – ważący kilkanaście kilogramów plecak uniesie każdy.

Chwila – powiedziałaś: morze? Widziałam SUPerów tylko na jeziorach!

Jasne, można pływać po każdym akwenie wodnym. Rzekę można wykorzystać do wyprawy, jezioro podobnie. Inaczej pływa się na rwących rzekach, a do takiej wyprawy trzeba się inaczej przygotować. Jeszcze nigdy nie płynęłam na SUPie rwącą rzeką, ale obserwuję i podziwiam takie osoby: to już jest extreme. No a na morzu... to też inna bajka. Gdybym ja wybrała się na morze, bezpieczniej czułabym się z osobą, która zna te tereny, prądy itp.

Tymczasem, nie nad morzem, a w południowej Polsce, SUP bardzo mocno się rozwija. Są grupy zawodnicze, kluby sportowe. O dziwo, u nas na Mazurach ich nie ma! Wydaje mi się, że jestem pierwszą osobą w okolicy, która promowała ten sport. Im więcej takich osób, które promują SUP, tym więcej ludzi zaraża się naszą pasją. Myślałam, że w zeszłym roku był boom, ale w tym roku jeszcze więcej ludzi chce próbować!

Kobieta uprawiająca SUP ubrana w legginsy Nessi



...i wtedy wchodzisz Ty i organizujesz obóz. Opowiedz coś o Chillu.

Kiedy pandemia sprawiła, że wszystko stanęło, okazało się, że nikomu nie jestem potrzebna. Zadałam sobie pytanie: kim jestem, co lubię? Wtedy zaczęłam prowadzić swoją stronę. Obserwowałam na Insta kilka dziewczyn i stwierdziłam, że skoro lubię pływać, będę pływała po mazurskich jeziorach, efektywnie spędzała czas i to opisywała. Zrobię sobie taki profil i – żeby nie zwariować – będę się tym zajmowała tak, jakbym chodziła do pracy. Tak się zaczęło. W sierpniu napisałam do dziewczyn, które obserwowałam na Instagramie: słuchajcie, mam działkę, zapraszam! Przyjedźcie, będziemy pływać od rana do nocy. Dziewczyny są z różnych części Polski i przyjechały – szalone! W ogóle nie czułam, że ich wcześniej nie znałam… Między nami był niesamowity flow :) Każda jest inna, każda jest dobrym człowiekiem, z pasją idzie przez życie.

Można Was gdzieś obserwować?

Tak, nasze poczynania te samotne jak i ze wspólnych spotkań tzw. Chillów można obserwować na naszych profilach (Linki znajdziecie na końcu artykułu, przyp. M.Sz.).Ostatnio zaprosiła nas Gosia (Superka), byłyśmy w Szczecinie. Choć nazwa Chill może być myląca, bo wracamy zmęczone, wypływane, wymieniamy się energią, doświadczeniami, zwiedzamy nowe miejsca i realizujemy szalone pomysły. Był już Mazurski Chill, Warmiński, później znowu byłyśmy u mnie, był też Chill Szczeciński i będzie Chill Mazowiecki. W ten sposób Instagram dał nam możliwość realnie poznać ludzi, a nie tylko klikać. Jest w tym ogromna moc i energia.



Kobiety w legginsach Nessi



Jak na Szczecińskim Chillu sprawdziła się odzież Nessi Sportswear?

Świetnie! Uwielbiam stroje kąpielowe, a ten szczególnie! Jest lekki, jest w sam raz na moją sylwetkę. W moim rozmiarze ciężko mi znaleźć coś, co nie jest staro-babciowe… Te wzory mają mega energię! No i legginsy – też genialne, z szybkoschnącego materiału, Na desce wszystko namaka, więc bardzo nam się sprawdziło to rozwiązanie. No i ze swoimi legginsami – zielonymi, kwiatowymi, wtapiałam się w naturę, kamuflaż idealny.

Kobiece nogi w legginsach sportowych Nessi



To teraz opowiedz o wydarzeniu, które Ty zorganizowałaś – Mazury SUP Camp.

Przyjechało 9 dziewczyn i dołączyła do nas Asia joginka. Ten weekend mnie zmęczył, ale jestem bardzo zadowolona! Dużo dał i dziewczynom, i mnie. Zwiedziłyśmy super miejsca, miałyśmy fajne przygody, pobyłyśmy razem bez prądu i bieżącej wody…

... no właśnie! Czy na taki wypad bez wygód cywilizacji jest dużo chętnych?

Tak – nie zdążyłam się nawet nigdzie ogłosić! Znałyśmy się już z dziewczynami z różnych obozów, były też dziewczyny, z którymi wspólnie pływałyśmy, jedna, którą wcześniej uczyłam. To, że nie ma prądu i wody to atrakcja – wyzwanie. Miałyśmy luksusowy wychodek z serduszkiem ;) Były dzikie kąpiele w jeziorze z użyciem naturalnego mydełka od lokalnych twórczyń. Mydełko zrobiło furorę, a w dodatku nie zanieczyszczałyśmy jeziora. Nocami było zimno – to też mierzenie się ze sobą. To wszystko łączy ludzi, powoduje dużo śmiechu i zabawnych sytuacji.

Jak wszystko zaplanowałaś?

Skorzystałam z tego, że mam fajnie położoną działkę – między jeziorami, przepływa też tamtędy malownicza rzeka, którą uwielbiam i chcę pokazywać każdemu! Łaźna Struga jest bardzo dzika, początek trasy jest mocno zarośnięty, trzeba przedzierać się przez rośliny. Potem wpływa się do lasu – nazywam go Narnią – są powalone drzewa, trzeba je przeskoczyć lub się położyć, jest dużo zieleni. I cały czas coś się dzieje.

Kiedy dziewczyny przyjechały, zjadłyśmy coś, rozlokowały się i poszłyśmy pływać przy pełni księżyca, ze światełkami. Były zimne ognie na wodzie, księżyc pięknie świecił. Nie było fal, nie wiosłowałyśmy, a deski ciągnęły nas w kierunku księżyca. Bardzo fajny, magiczny moment – nigdy wcześniej nie pływałam przy pełni księżyca.

Ten obóz to był prolog, w którym sprawdziłam siebie – zobaczyłam jak się czuję jako organizator. Nawiązałam fajne znajomości, które mogą owocować w przyszłości; czuję ostatnio, że potrzebuję kogoś obok siebie do współorganizacji. Obok mnie jest dużo fajnych, kreatywnych dziewczyn, więc dzieje się. Mam takie marzenie, żeby to wszystko się rozwijało.

Kobieta w legginsach sportowych Nessi



Organizujesz wydarzenia dla kobiet. Chciałabym poruszyć ważny dla nas wszystkich temat body-positivity.

Ważne jest to, jaki wizerunek kobiety kreują media. Jak długą drogę musiałam przejść, by zaakceptować siebie, Każda z nas jest inna – jedna ma kompleksy, bo jest szczupła, ma mały biust, nie ma pupy. Inna – ma cellulit, jest grubsza. Nasze ciało dużo przeżywa, dużo znosi! Jestem bardzo za tym, by promować pogląd, że każda z nas jest piękna i idealna taka, jaka jest! Nasze ciało nie musi być jakieś! Warto o nie dbać, ale nie musi mieć konkretnego kształtu! Wzruszyłam się :)

Czy takie babskie spotkania mogą być też kręgiem, gdzie znajduje się wsparcie?

Tak! Kiedyś byłam chłopczycą, ale teraz mam w życiu etap, kiedy potrzebuję kobiet i przyciągam te, z którymi jest mi naprawdę dobrze. Jestem na to gotowa! Tworzymy atmosferę ogromnego wsparcia – to jest taka moc, która daje też siłę do dalszego działania. Kobiety mogą się wspierać, a nie rywalizować ze sobą i oceniać się.

Dziękuję za inspirującą rozmowę!

Dzięki, pozdrawiam wszystkie #nessigirls.

Śledźcie profile dziewczyn na Instagramie:



Kolorowego dnia
Zespół Nessi

Dodaj komentarz

Pola oznaczone (*) są wymagane
W górę